Historia choroby
Dominik Bugaj urodził się 13 grudnia 2004 roku w Spławiu. Przez pierwsze sześć miesięcy nic nie wskazywało na to, że jest chory, czasem tylko bolał go brzuszek, ale rozwijał się dobrze pod czułym okiem rodziców, spędzając czas na zabawach ze starszą siostrą Anetką. Latem 2005 roku pojawiły się pierwsze niepokojące objawy. Dominik stracił apetyt i przestał przybierać na wadze. Coraz częściej pojawiały się bóle brzuszka, a także infekcje dróg moczowych. Gdy tylko wyleczono jedną zaraz pojawiała się następna. W listopadzie w trakcie kontrolnej wizyty lekarz rodzinny zbadał brzuszek Dominika i wyczuł w nim coś co go zaniepokoiło. Zlecone przez niego badanie USG. Wykazało, że w jamie brzusznej i miednicy mniejszej znajduje się guz wielkości zaciśniętej pięści (7 cm x 3,5 cm x 7,5cm). Rodzice udali się z Dominikiem do szpitala w Koninie, tam kolejne badania - tomografia komputerowa i laparotomia, w czasie której pobrano materiał do badania, doprowadziły do postawienia ostatecznej diagnozy. Brzmiała ona - Nerwiak Zarodkowy Współczulny - NEUROBLASTOMA III stopnia. Ta wiadomość była dla rodziny szokiem i zupełnym zaskoczeniem, ich świat stanął na głowie, popłynęły łzy.... Jednak rodzina nie poddała się, rozpoczęła się walka z nowotworem - walka o przywrócenie beztroskiego dzieciństwa.
13 stycznia 2006 roku w dniu w którym skończył 13 miesięcy Dominik trafił do podwarszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka na oddział onkologii. Rozpoczęły się dalsze badania. Punkcja szpiku wykazała, że nie ma w nim komórek nowotworowych - była to pierwsza od bardzo dawna dobra wiadomość. Jednak ze względu na wielkość guza i jego ułożenie (okolica przedkręgosłupowa) nie było na razie możliwości przeprowadzenia operacji usunięcia go. 19 stycznia popłynęła pierwsza chemia CADO. Codziennie do 24 stycznia przez sześć godzin na dobę trwał wlew leków, których zadaniem było zniszczenie komórek nowotworowych, niszczyły one także zdrowe komórki organizmu, powodując wymioty, senność, osłabienie. Po zakończeniu pierwszego cyklu Dominik z rodzicami wrócił do domu. Nie zdążył nawet przywitać się z siostrą, nacieszyć domem i swoimi zabawkami. Silne wymioty zmusiły rodziców do powroty do oddalonego o kilkaset kilometrów szpitala. Dominik wiele dni nie mógł jeść, był obolały i płaczliwy. Ratunkiem było mleko mamusi, która nie odstępowała synka na krok. Wlew drugiej chemii opóźniał się z powodu złych wyników i przedłużającej się infekcji. Powoli jednak organizm Dominika wspomagany lekami i mlekiem mamy zaczął walczyć - maluch coraz mniej wymiotował, odzyskiwał siły i apetyt. W końcu 20 lutego rozpoczęto drugi cykl chemii. Kolejne cykle przynosiły powikłania i osłabienie. Po czwartej chemi wykonano badania kontrolne - guz zmniejszył się, jednak by można było go usunąć podano jeszcze jedną chemię licząc na zwiększenie remisji.
Operacja odbyła się 12 czerwca. Trwała tak jak planowano cztery godziny. Nowotwór udało się usunąc niemal w całości. Niewielka masa resztkowa została przy kręgosłupie i na zakończeniach nerwowych - ich naruszenie mogłoby spowodować niedowład nóżek. Trzeba było zwalczyć te pozostałości chemią. Badanie chistopatologiczne guza wykazało, że był częściowo zwapniony, lecz były w nim jeszcze żywe komórki neuroblastomy. Oznaczało to, że Dominik musi kontynuować leczenie, aby walka z nowotworem mogła zakończyć się ostatecznym zwycięstwem. Po operacji Dominik przyjął jeszcze czrery cykle chemioterapii. Dzielnie znosił powikłania i rozłąkę z domem obecnie czeka na badania bilansowe. Ich wynik zadecyduje o dalszej opiece nad Dominikiem.
Mimo nieszczęścia jakie go dotknęło, bolesnych zabiegów i terapii Dominik jest bardzo pogodny, dużo się uśmiecha, lubi udawać zawstydzonego - wtedy wtula się w szyję mamy i chichocze. Gdy czeka na wyjazd ze szpitala do domu zakłada czapkę taty pokazuje na drzwi windy i woła pa pa... Jest odważny i śmiały na powitanie podaje rączkę, macha na pożegnanie i cały czas ma piękny uśmiech na buzi. Szpital to jego drugi dom - tu postawił pierwsze samodzielne kroki, tu spędził ostatnie osiem miesięcy - jest zaprzyjażniony z pielęgniarkami i lekarzami.
Rodzice Dominika mimo tkwiących głęboko w sercu niepokoju o przyszłość są pełni nadziei, że ich synek wyzdrowieje, że wrócił do domu już na stałe i wkrótce zapomni o szpitalu, bólu, strachu i odzyska beztroskie dzieciństwo...